Zakaz handlu w niedzielę: przekleństwo czy błogosławieństwo?

Posted on

 

Pierwszą moją reakcją na wiadomość o planach wprowadzenia w Polsce zakazu handlu w niedzielę odebrałam jako próbę zamachu na moją wolność. Jak to?! Nie będę mogła zrobić zakupów, kiedy będzie mi się żywnie podobało? A co jeśli w sobotę wieczorem zorientuję się, że lodówka jest pusta?  Dla kogo ta ustawa?! Przecież ludzie pracują, dużo pracują, cały czas pracują i w zasadzie to zostają już tylko weekendy, żeby „pozałatwiać” swoje sprawy (nie mówiąc już o rzadkiej, ale zawsze, przyjemności niedzielnego shoppingu). Jeśli jeszcze w grafik tygodnia mam „wciskać” te domowe sprawunki, to zupełnie czasu mi na nic nie zostanie.

Jakaż wezbrała we mnie złość, kiedy pewnej soboty, około godziny 21:00, kładąc synka spać usłyszałam pytanie: „Mamo, co kupimy Karolowi na jego jutrzejsze urodziny?” Zmroziło mnie. Jutro sklepy zamknięte! Co ja teraz zrobię?! Jak można tak ludziom życie utrudniać! W jakim kraju my żyjemy! Wracamy do średniowiecza, komuny, czy co?!

I mogłabym tak się wściekać w nieskończoność… tylko pytanie po co. Czy to coś zmieni? Czy nie lepiej próbować znaleźć jakieś dobre strony tej sytuacji?

Always look at the bright side of life…. 😊

I nagle uprzytomniłam sobie jak krótka i zawodna jest ludzka pamięć. Przecież jeszcze kilka lat temu mieszkałam we Włoszech, w małym malowniczym miasteczku, gdzie oprócz niedziel, każdy sklep lub usługodawca był zamknięty w jeden dodatkowy dzień tygodnia (np. fryzjer Fabrizio w poniedziałki, a piekarnia „Da Marcello” w czwartki). Oczywiście w dzień pracujący, obowiązkowa przerwa na „siestę” (o tym jeszcze kiedyś napiszę więcej, bo to temat sam w sobie 😊). Dobrze było też znać godziny poszczególnych sklepów spożywczych, bo niektóre z nich nie pracowały w wybrane popołudnia a niektóre w wybrane przedpołudnia. Zanim się przyzwyczaiłam, kilka razy zdarzyło mi się zostać bez chleba i wody.

O tym co się tam działo (a właściwie o tym, co się nie działo) w sierpniu nawet nie wspomnę. Sami mieszkańcy miasteczka narzekali czasem, że przemieniało się ono wtedy w „umieralnię” („Che mortorio, che mortorio!” – powtarzali). Wszyscy smażyli się na plażach, a na witrynach większości sklepów i restauracji wisiało ogłoszenie: „Chiuso per ferie” (czyli, sorry, urlop). Przez połowę sierpnia w zasadzie cały okoliczny sektor produkcyjny zatrzymywał się (jeśli ktoś próbował kiedyś zamawiać meble z włoskiej fabryki w sierpniu, to wie o czym mówię) a życie przenosiło się nad morze (wiadomo – we Włoszech każdy ma tam blisko).

No i co?  No i ławo nie było, ale widziałam też w tym dobre strony. Nauczyłam się myśleć o tym w inny sposób.

O ile łatwiej jest oddawać się odpoczynkowi, kiedy wiesz, że w tym samym czasie odpoczywają też inni! To jak wspólny rytuał.

Nikt nikomu nie przeszkadza. Nastaje błoga cisza, ulice się wyludniają a Ty możesz wziąć głęboki oddech i powiedzieć sobie: „No to ja też zwolnię na chwilę i odpocznę”. Tak to działa. Wprawdzie wtedy wiodłam zdecydowanie bardziej beztroskie życie niż obecnie (to była ta epoka „przed dziećmi”), ale jakby nie było – już wtedy wyznawałam filozofię, że na odpoczynek to trzeba sobie zasłużyć. A jak ci go ktoś odgórnie narzuca, to „no cóż, trudno, siła wyższa”.

Tak więc – abstrahując zupełnie od motywów, jakie przyświecały polskiemu prawodawcy – teraz staram się dostrzegać dobrą stronę handlowej ciszy w niedzielę. Widzę to jako szansę na odpoczynek, czas dla siebie, dla rodziny, dla przyjaciół, a nie moment w którym mam nadrabiać zaległości z całego tygodnia. Wbrew temu, co sądziłam na początku, da się żyć, jeśli „na sprawunki” zostaje ci tylko sobota 😊 Zamiast więc sporządzać na niedzielę „to-do list”, planuję wycieczki z dziećmi za miasto. O porannej niedzielnej radości, kiedy budzę się i uświadamiam sobie, że „ja dziś nic nie muszę” – nawet nie wspomnę. Chyba każdy z nas wie, jak rzadkie i bezcenne jest to dzisiaj uczucie.

Ps.  Kilka dni temu otwieram swój profil na FB a tam wiadomość z cyklu „Twoje wspomnienia na Facebooku”: „Agnieszka, cenimy użytkowników i udostępnianie przez nich wspomnienia. Mamy nadzieję, że powrót do tego posta sprzed 7 lat sprawi Ci radość” Wspominany post brzmiał następująco: „Czy ktoś ma jakiś ciekawy sposób na zmotywowanie się do pracy w taką duszną niedzielę? Każda rada mile widziana”. To wspomnienie nie sprawiło mi radości. Szkoda, że nikt mi wtedy nie doradził, żebym poszła do parku na spacer 😊

 

  • Share

0 Comments

Leave a comment

Your email address will not be published.

Wyrażając swoją opinię w powyższym formularzu wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Centrum Prawa Żywnościowego A.Szymecka-Wesołowska D.Szostek sp. j. Twoich danych osobowych w celach ekspozycji treści komentarza zgodnie z zasadami ochrony danych osobowych wyrażonymi w Polityce Prywatności

Administratorem danych osobowych jest Centrum Prawa Żywnościowego A.Szymecka-Wesołowska D.Szostek sp. j. z siedzibą w Warszawie.

Kontakt z Administratorem jest możliwy pod adresem biuro@food-law.pl.

Pozostałe informacje dotyczące ochrony Twoich danych osobowych w tym w szczególności prawo dostępu, aktualizacji tych danych, ograniczenia przetwarzania, przenoszenia danych oraz wniesienia sprzeciwu na dalsze ich przetwarzanie znajdują się w tutejszej Polityce Prywatności. W sprawach spornych przysługuje Tobie prawo wniesienia skargi do Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych.