Czy praca może być pasją?

Posted on

Klika dobrych lat temu, kiedy dopiero startowałam ze swoją działalnością na rynku usług prawniczych, dawałam z siebie 100% zaangażowania i wierzyłam, że podbiję świat. Poświęcałam się pracy w sposób niemal absolutny, a co więcej – uwielbiałam to! Wtedy właśnie, przy jakiejś kawie, w jakieś restauracji, Marcin Kwieciński, konsultant produktywności, powiedział do mnie: „Bardzo ważne jest, żeby zachować work-life balance”. Pomyślałam sobie: dla mnie praca to pasja, więc jestem szczęściarą, bo mam „dwa w jednym” 😊

Zgodnie z definicją Słownika Języka Polskiego (jak każdy prawnik – uwielbiam definicje), „pasja” to m.in. «wielkie zamiłowanie do czegoś». To zajęcie, które dostarcza bardzo silnych emocji – ekscytacji i zaangażowania. Trochę jak miłość 😊 To zajęcie, dzięki któremu czujemy, że „latamy” i czujemy się spełnieni. I szczęśliwcem w życiu jest ten, kto znalazł takie zajęcie albo odważył się po nie sięgnąć – tak jak np. Rafał Chmielewski, który najpierw będąc muzykiem zakochał się w podatkach i rzucił dla nich klarnet, a potem zostawił podatki i stał się polskim guru prawniczych bloggerów, odnajdując w końcu są życiową miłość, choć kto wie co będzie dalej…. 😊 (kto nie czytał wywiadu – tutaj może nadrobić).

Ja również mam to szczęście należeć to grupy ludzi kochających swoją pracę. Nieco inaczej niż Rafał, od początku wiernie zajmuję się moim ulubionym prawem żywnościowym a wraz z upływem czasu nasza „miłość” wcale nie gaśnie a wręcz staje się coraz gorętsza, silniejsza i dojrzalsza, bo przeżyliśmy razem wiele burzliwych momentów i prób.

I na tym mój wpis mógłby się zakończyć „happy endem”, ale jak w każdej dobrej historii (zwłaszcza miłosnej) musi być jakiś zwrot akcji. Co się więc stało w mojej historii?

Po latach pełnego, intensywnego zaangażowania w pracę zdałam sobie sprawę, że praca – nawet ta najbardziej ukochana – nie powinna monopolizować życia. Warto szukać pasji także w innych obszarach. Nie tylko dla czystej „psychohigieny”, ale także po to, by wracać do swojej pracy z jeszcze większą… pasją 😊 To tak jak w szczęśliwym małżeństwie – kiedy małżonkowie mają swoje małe odrębne światy, mogą się nimi nawzajem dzielić a ich wspólny wielki świat staje się dzięki temu bogatszy.

Poza tym praca – jak każdy małżonek czy partner, choćby taki najbardziej ukochany – to też zawsze jakieś źródło stresu (czy ktokolwiek widział zupełnie „bezstresowe” małżeństwo?). A stresy trzeba przecież jakoś odreagowywać i redukować. Dlatego, nawet jeśli uwielbiasz to co robisz zawodowo, staraj się mieć „coś tylko twojego” także poza nią. Coś przy czym przełączasz się w tryb „slow-flow”. Coś, co „wywietrzy ci głowę” i wyciszy.

Moim „wyciszaczem” po pełnej pasji pracy są AKWARELE. Pojawiły się w moim życiu nagle, nieoczekiwanie. Powiedziałabym, że spadły na mnie jak grom z jasnego nieba (Włosi mówią na to „colpo di fulmine”, czyli uderzenie błyskawicy odnoszące to do „miłości od pierwszego wejrzenia”). Nigdy bym nie pomyślała, że jestem zdolna posługiwać się pędzlem do innych celów niż rozsmarowanie masła na patelni w trakcie smażenia naleśników dla dzieci. A tu w wieku (prawie) czterdziestu lat odkryłam, że ja też mogę malować, a do tego to zajęcie działa na mnie kojąco. Rozluźnia mnie i wprowadza w stan „slow-flow”. Oczywiście początkowo bardziej koiło i uspokajało niż przynosiło rezultaty gotowe ujrzeć światło dzienne. Ale właśnie dlatego, że robiłam to z pasji, moje prace (nomen omen 😊) stawały i stają się coraz lepsze (przynajmniej tak mówią moi wierni krytycy). Zresztą zobaczcie sami:

Per aspera ad astra

Epilog

Wracając do tytułowego pytania: „Czy praca może być pasją?”, odpowiadam – nie tylko może, ale powinna (przynajmniej warto do tego dążyć). Czy daje szczęście tkwienie w związku z osobą, przy której czujemy się że „coś tu nie styka”? Nie. Dokładnie tak samo jest z pracą. Dlatego na #slowlaw staramy się pokazywać sylwetki osób, które nie bały się obrócić życia do góry nogami właśnie po to, by praca była dla nich pasją i by czuły się spełnione. Spójrzcie na drogi wszystkich osób, o których do tej pory pisałyśmy – Piotr Gołębiowski, Joanna Parafianowicz, Karolina Kędziora, Krzysztof Śmiszek, czy właśnie Rafał Chmielewski. Każda z nich żyje z pasją i żyje z pasji 😊 Takich osób będziemy gościć u siebie więcej i więcej.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że życie nie jest zero-jedynkowe, a zmiana tego co się robi, nie zawsze jest łatwa. Niektórzy zmagają się z poszukiwaniem swojej drogi, a inni – nawet jeśli doskonale wiedzą, co chcieliby robić –  to z różnych względów zmiana pracy czy zawodu nie jest po prostu niemożliwa. Być może wtedy pozostaje właśnie wzbogacanie życia w pasję poza pracą.

*****

Zdjęcie na slajdzie do wpisu: by Nick Fewings on Unsplash

4 Comments

  1. Magda says:

    Zauważyłam, że wśród moich znajomych, wszyscy w okolicy czterdziestki, nastąpił czas na przemyślenia i weryfikowanie podejścia do życia. U mnie też. Mam pracę, którą uwielbiam, która jest jak narkotyk, zagarnia moje życie tak, że nie pozostawia miejsca na nic innego. Dostarcza mi adrenaliny, wyzwań, a kiedy „wszystko się udaje” totalnej satysfakcji. Kiedy jednak patrzę dziś na życie, nie mogłabym jej porównać do małżeństwa. Małżeństwo jest interakcją, czasem więcej dajesz, czasem więcej dostajesz. Praca, jaka by nie była, tylko bierze. Oczywiście, wspaniale mieć taką, którą lubimy, która sprawia, że czujemy się spełnieni i z radością ją wykonujemy. Jak jeszcze pozwala nam dobrze zarobić to już w ogóle pełnia sukcesu. To jednak jest nadal tylko praca, a nie życie. Często w nią uciekamy właśnie przed nim, z lęku przed zderzeniem z samym sobą.

    1. Aga says:

      Dziękujemy Magda za komentarz. Co do jednej rzeczy się zgodzę – czasem praca rzeczywiście może być formą „ucieczki”. Czasem ludzie uciekają w pracę, żeby zagłuszyć inne sprawy albo po prostu się od nich odciąć. Czasem łatwiej jest powiedzieć „Mam dużo pracy i nie mam czasu” niż skonfrontować się z problemem. Nie mogę jednak zgodzić się co do tego, że praca tylko bierze. Jeśli lubisz to co kochasz, zwrotnie otrzymujesz właśnie poczucie spełnienia, satysfakcji, pozytywne emocje. To mało? Oczywiście zupełnie inaczej jest, jeśli to co robisz, to nie twój ukochany zawód czy zajęcie. Wtedy rzeczywiście – możesz mieć poczucie, że praca tylko „wysysa” Twoją życiową energię i w ostatecznym rachunku chodzi tylko o to, by mieć za co żyć.

      1. Magda says:

        Niby prawda, ale… Ty od pracy nic nie otrzymujesz. Poczucie spełnienia, satysfakcji, pozytywne emocje są w Tobie, bo robisz to, co lubisz i daje Ci to radość. Sama sobie dajesz te wszystkie fajne emocje. Spójrz na to z punktu widzenia osoby, która ma jakikolwiek kryzys życiowy, gorszy czas, choroba, wypalenie… Co Jej wtedy praca da? NIC. Dlatego właśnie uciekam od personalizowania pracy.

        1. Aga says:

          Czyli wychodzi na to, że „miłość” do pracy to „miłość nieodwzajemniona”. No coś jest na rzeczy…. 🙂

Leave a comment

Your email address will not be published.

Wyrażając swoją opinię w powyższym formularzu wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Centrum Prawa Żywnościowego A.Szymecka-Wesołowska D.Szostek sp. j. Twoich danych osobowych w celach ekspozycji treści komentarza zgodnie z zasadami ochrony danych osobowych wyrażonymi w Polityce Prywatności

Administratorem danych osobowych jest Centrum Prawa Żywnościowego A.Szymecka-Wesołowska D.Szostek sp. j. z siedzibą w Warszawie.

Kontakt z Administratorem jest możliwy pod adresem biuro@food-law.pl.

Pozostałe informacje dotyczące ochrony Twoich danych osobowych w tym w szczególności prawo dostępu, aktualizacji tych danych, ograniczenia przetwarzania, przenoszenia danych oraz wniesienia sprzeciwu na dalsze ich przetwarzanie znajdują się w tutejszej Polityce Prywatności. W sprawach spornych przysługuje Tobie prawo wniesienia skargi do Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych.