Big Four nie było dla mnie miejscem do życia – wywiad z Rafałem Chmielewskim

Posted on

Naszym dzisiejszym gościem będzie człowiek – orkiestra (dosłownie!!!!) – Rafał Chmielewski. Jeśli potrzebujecie pozytywnej energii, inspiracji i utwierdzenia się w przekonaniu, że „Niemożliwe nie istnieje”, zapraszam do przeczytania wywiadu!!!

****

Slowlaw: Rafale, proszę opowiedz nam, jak to się stało, że poszedłeś na prawo? Czy marzyłeś kiedykolwiek o tym, żeby być adwokatem/radcą/prokuratorem/sędzią/Harveyem z „The Suits”?

Rafał Chmielewski: HAHAHA!!! Szczerze? Marzyłem o tym, aby zostać muzykiem. A nawet nim byłem! I to całkiem dobrym. Ukończyłem cały tok edukacji muzycznej i zacząłem pracować w jednej z Warszawskich orkiestr. Jednak dwie rzeczy zaczęły mi przeszkadzać. Po pierwsze zacząłem rozumieć, że nigdy nie będę wirtuozem, bo nie mam predyspozycji fizycznych oraz psychologicznych. Po prostu. A po drugie środowisko muzyków zaczęło mnie irytować. Fajnie muzyki się słucha, ale stanięcie po drugiej stronie batuty dyrygenta to jest inna bajka. Zacząłem obserwować swoich starszych kolegów i doszedłem do przekonania, że jeśli czegoś nie zmienię w swoim życiu, to będę taki jak oni. A ja tego nie chciałem.

Z tych powodów zdecydowałem, że zmienię swoje życie. To był rok 1995 – wiek temu HAHAHA!!! Uznałem wówczas, że aby zrealizować swój cel mogę pójść na ekonomię, albo na prawo. Wybrałem prawo, gdyż łatwiej byłoby mi się nauczyć historii niż nadrobić braki z matematyki.

No i tak zacząłem studia prawnicze na UW. W ich trakcie na początku zacząłem marzyć o karierze sędziego, ale szybko zakochałem się podatkach. I zacząłem dążyć do zdobycia tytułu doradcy podatkowego. Po ukończeniu prawa na UW trafiłem najpierw na studia podyplomowe na SGH z zakresu podatków i rachunkowości, a potem do pracy w jednej z firm tzw. Wielkiej Czwórki.

Slowlaw: O matko!! Co za przeskok! Swoją drogą podziwiam Cię za wytrwałość. Wiem, że nauka w szkole muzycznej, a następnie przesłuchania do orkiestry, wymagają ogromnego poświęcenia i zaangażowania. Po całej tej trudnej, pełnej wyrzeczeń drodze, poszedłeś na prawo… No i jak Ci było na tych studiach? Czy studia prawnicze czymś Cię zaskoczyły? Jak wspominasz imprezy prawnicze?

RC: O tak! To był fantastyczny okres! Studia prawnicze były dla mnie czymś w rodzaju podróży na Marsa – do innego świata. Do tej pory byłem wyłącznie związany z muzyką. A na UW nagle zacząłem poznawać świat taki, jakiego nie znałem od dziecka. Czyli ze świata harmonii, form muzycznych, gry na klarnecie, kształcenia słuchu itd. trafiłem do świata prawa rzymskiego, prawoznawstwa, logiki prawniczej. Nowe rzeczy były dla mnie fascynujące i całkowicie poświęciłem się studiowaniu na tyle, na ile mogłem sobie na to pozwolić.

Imprezy prawnicze? A było coś takiego? HAHAHA!!! A na poważnie – nie byłem na żadnej prawniczej imprezie z prostego powodu: nie miałem na nie czasu. Podczas studiów na UW musiałem się jakoś utrzymać w stolicy więc pracowałem wciąż jako muzyk. Mało tego, przez pierwsze dwa lata studiów na UW kończyłem studia muzyczne. A jak je ukończyłem, to założyłem swoją pierwszą firmę – wtedy miałem na karku dwa źródła dochodu oraz studia prawnicze: sporo jak na jednego Chmielewskiego:) Efektem był kompletny brak czasu. Chociaż mojej pierwszej firmy już nie ma, to jednak wciąż żyję bardzo aktywnie. Nie wyobrażam sobie innego sposoby na życie 🙂

Rafał Chmielewski

Slowlaw: A propo świata prawa rzymskiego, prawoznawstwa i logiki prawniczej…  Ostatnio rozmawiałyśmy z Mec. Joanną Parafianowicz, która wspominała o studentach prawa chodzących z dużymi, skórzanymi teczkami na wykłady. Czy na swojej uczelni zaobserwowałeś takie zjawisko? A może sam nosiłeś takie teczki?? Jeśli tak, uchyl proszę rąbka tajemnicy – co w nich było??

RC: HAHAHA!!! Tak! Sam miałem taką dużą skórzaną teczkę! Chciałem taką mieć, bo chciałem się czuć częścią uczelnianej społeczności. To było też coś, co mnie wyróżniało w muzycznym światku – Rafał zawsze chodził w studenckim granatowym płaszczyku z brązową skórzaną teczką 🙂 To mi także chyba przypominało o moim celu i mojej drodze. Nie miałem czasu na spokojną naukę więc miałem wiele potknięć przez lata studiowania, które istotnie wpływały negatywnie na moją motywację, a zatem te zewnętrzne oznaki bycia częścią prawniczego świata były mi potrzebne.

Co było w teczce? To dobre pytanie! Oczywiście książki. Ale także mnóstwo białych kartek formatu A4 oraz … kredki i ołówki. Dlaczego? Kiedy szukałem sposobów szybkiej i efektywnej nauki trafiłem na koncepcję Map Myśli. Zatem moje notatki z wykładów to były fajne kolorowe drzewka 🙂 Oczywiście wprawiałem w osłupienie moich kolegów i koleżanki, którzy chyba nie wiedzieli co robię, ale mapy te pomagały mi szybciej i trwalej przyswajać sobie wiedzę. Były bardzo pomocne. Zresztą do dziś robię notatki w ten sposób i w tej formie planuję wiele rzeczy. Polecam każdemu.

Slowlaw: Przyznam (z własnych doświadczeń), że widok kolegi z roku przygotowującego Mapę Myśli rzeczywiście mógł zaskakiwać!!! Zwłaszcza, że wynika z tego, że musiałeś słuchać wykładowców a nie opracowywać tajemny plan, jak pokonać kaca nie rezygnując przy tym z kolejnej imprezy ;P A przypominasz sobie jakieś najgorsze wspomnienie ze studiów?

RC: Szczerze? Najgorsza ocena z egzaminu z prawa podatkowego na całym roku. Chyba jako jedyny nie ściągałem na tym egzaminie – po prostu chciałem być wobec siebie uczciwy. I kiedy zobaczyłem wyniki (a nie było wówczas mowy o ochronie danych osobowych i każdy znał wyniki każdego innego studenta) i moją czwórkę, kiedy reszta miała same piątki, to zacząłem szczerze żałować, że się nie poddałem i nie ściągałem. Na dobrej ocenie bardzo mi przecież zależało. Ten dylemat zresztą tkwił potem we mnie przez jakiś czas. Jednak dziś wiem, że zrobiłem dobrze. Poza tym nigdy nie ściągałem na żadnym egzaminie.

Slowlaw: Czyli z perspektywy czasu można powiedzieć, że było to zarazem najgorsze, jak i najlepsze wspomnienie ze studiów. JA czy jest coś, co wspominasz ze szczególnym sentymentem?

RC: To był dla mnie czas pisania pracy magisterskiej, którą pisałem na temat unijnej dyrektywy podatkowej o transgranicznej restrukturyzacji przedsiębiorstw. Akt był nowy i nie było nawet jego polskiego tłumaczenia. Byłem całkowicie pochłonięty tą pracą na dziewiczym terytorium. Ostatecznie moja praca magisterska nie tylko została bardzo dobrze oceniona, ale jeszcze dostałem propozycję napisania obszernego artykułu na ten temat do jednego z profesjonalnych podatkowych periodyków. To był bardzo fajny okres.

Slowlaw: No właśnie…  Z Twoich wypowiedzi wynika, że byłeś mocno „zafiksowany” na bycie prawnikiem. Rzuciłeś całe swoje dotychczasowe życie, cały swój trud włożony w naukę i doskonalenie gry na instrumencie. Wszystko po to, aby zostać prawnikiem. Co więc się stało, że i prawo sensu stricte nie zajęło jednak w Twoim życiu szczególnego miejsca?

RC: Jak wspomniałem wcześniej, po studiach na SGH trafiłem do korporacji. Na początku byłem niezwykle szczęśliwy, gdyż trafiłem do działu Tax International czyli tam, gdzie wiodły mnie marzenia. Perfekcyjnie w cel.

Ale kiedy zacząłem pracę jako konsultant podatkowy zacząłem dostrzegać wady tego zajęcia. Do tego zacząłem, podobnie jak wcześniej, analizować to, kim są moi koledzy i koleżanki. W przeciwieństwie do tych, z czasów mojego muzykowania, ci obecni mieli znacznie więcej pieniędzy, ale nie mieli na nic czasu, nie mieli przyjaciół, rodzin i nie byli szczęśliwi. Nie chciałem być w tym miejscu za kilka lat. Po trzecie – zacząłem poznawać siebie samego. Zacząłem lepiej rozumieć to, czego sam potrzebuję w swoim życiu oraz jakie mam wady i jakie mam zalety. Te wszystkie wnioski prowadziły mnie do konkluzji, że BIG FOUR nie jest dla mnie miejscem do życia.

I kiedy podjąłem świadomą decyzję o zmianie zajęcia i de facto całego życia, zacząłem się zastanawiać, co mam zrobić: miałem już wtedy rodzinę i pierwsze dziecko, zatem wszelkie zmiany wymagały ostrożnego działania. Po wielu analizach, rozmyślaniach i dywagacjach postanowiłem, że będę zarabiał na swojej wiedzy podatkowej. Pytanie tylko pozostawało: w jaki sposób mam to robić? Zanim powstał mój pierwszy blog podatkowy popełniłem kilka błędów, ale ostatecznie zacząłem na tym blogu zarabiać porównywalnie do dochodów z korporacji i wtedy odszedłem. To był 31 grudnia 2008 roku.

Slowlaw: Czyli jednak byłeś jak Harvey z „The Suits”!! „Big Four nie jest dla mnie miejscem do życia” – to odważne stwierdzenie, biorąc pod uwagę, że wielu dałoby sobie wyciąć organy, aby móc chociaż przez kilka miesięcy otrzeć się o korporacyjny świat. Czy nie bałeś się ryzyka związanego z porażką, koniecznością startu od zera?

RC: Nie. Zaczynałem od zera wiele razy i wiele porażek ponosiłem. Po prostu wierzyłem w siebie. Ponadto miałem już w miarę regularne dochody z podatkowego bloga. Zatem wszystko układało się mniej więcej gładko. Stałem się także wówczas małą gwiazdką Gazety Prawnej, gdyż w tym czasie zaczęły się pojawiać wywiady ze mną, moje opinie i komentarze podatkowe. Brałem też udział w kilku konsultacjach w biurze RPO. Wiele się działo dzięki temu blogowi.

Po roku od odejścia z korporacji założyłem blog e-marketingowy, na łamach którego opisywałem swoje doświadczenia i edukowałem naszą branżę. Po kolejnym roku zarejestrowałem web.lex, gdyż zaczęli pojawiać się pierwsi klienci – prawnicy (których obecnie nazywam Autorami, a nie klientami :)).

Slowlaw: To jest fascynujące! A jak obecnie wygląda Twój standardowy dzień pracy?

RC: Bardzo różnie … jako szef mam wiele obowiązków. Często jestem w podróży. Czasem za granicą. Wciąż zajmuję się w web.lex sprzedażą i śledzę postępy naszych Autorów. Także konsultuję strategie marketingowe w kancelariach, które wspieramy. No i zajmuję się promocją web.lex – uważam, że moja twarz i mój wizerunek zrobią to najlepiej. Piszę książki, prowadzę kilka blogów, ostatnio również podcast, co bardzo mnie fascynuje i odkrywa nowy świat. Mam mnóstwo planów, z których część jest w fazie realizacji.

Slowlaw: Prawnicy chcący zaistnieć w „blogowej rzeczywistości” bardzo cenią sobie Twoje zdanie, zabiegają o to, aby być częścią web.lex. Zarówno Twoje prywatne doświadczenia, jak i doświadczenia Autorów dają Ci wgląd w blogową sytuację prawników. Jakie są – Twoim zdaniem – najczęściej popełniane przez prawników błędy w zakresie prowadzenia blogów prawniczych?

RC: Podstawowy błąd to źle ustalona strategia i specjalizacja. To są rzeczy, które na samym początku trzeba precyzyjnie ustalić, aby nie stracić pieniędzy i czasu. I jednocześnie nie zniechęcić się do tej formy promocji.

Kolejny popularny błąd to niewłaściwy styl w blogu. Dla większości kancelarii blog to kolejne miejsce do pokazania swojego doświadczenia i wiedzy. A tymczasem blog jest miejscem do komunikacji. A to zmienia już wiele.

Prowadzenie bloga prawniczego z sukcesami nie jest trudne, ale trzeba wiedzieć „którą śrubkę, gdzie przykręcić”.

Slowlaw: Nie jest trudne, jak ma się takiego doradcę jak Ty! Prowadzisz swoje blogi, realizujesz swoje projekty a dodatkowo dbasz o blogi Autorów. Czy poza pracą masz jeszcze czas na jakieś hobby, relaks?

RC: Oczywiście! Przede wszystkim moją pasją jest moja praca, moja firma, moje plany i wszystko co się z tym wiąże. Nie czekam na wakacje ani nie czekam na piątek. Work life balance nie polega na tym, aby dzielić życie na pracę i nie-pracę, ale żeby czuć się szczęśliwym w każdym obszarze swojego życia. Ja tak się właśnie czuję.

Do tego dużo czytam i wiele się uczę. A raz w roku spędzam tydzień z przyjaciółmi na jachcie.

Wiele osób mnie pyta, czy wciąż gram na klarnecie. Nie, nie gram. W dniu, w którym zakończyłem pracę jako muzyk, sprzedałem swój instrument i oddałem wszystko to, co mogłoby spowodować, że mógłbym wrócić na starą ścieżkę. Czy żałuję albo czy mi brakuje grania? Nie. Nigdy.

Slowlaw: To bardzo inspirujące. Zdaje się, że jesteś spełnionym, szczęśliwym człowiekiem. Ale ciekawe jest to, że aby dojść do tego momentu, w którym jesteś teraz, musiałeś tak wiele poświęcić i tak wiele zaryzykować. Bez gwarancji na satysfakcję i sukces. Czy uważasz, że każdy człowiek powinien iść za głosem serca i zmienić swoje życie, nie bacząc na ewentualne konsekwencje?

RC: To zależy… Jeśli masz rodzinę, czyli zobowiązania wobec małżonka i dzieci – zmieniaj, ale bądź ostrożny. Ale jeśli jesteś wolny – nie czekaj tylko idź za głosem serca w 100 procentach i nie oglądaj się za siebie.

Pytanie tylko, co tym głosem serca jest albo jak go odkryć. To nie jest proste. Sam poszukiwałem go kilka dobrych miesięcy i wiem, że z reguły jest to coś dalece innego niż to, o czym się myśli na samym początku. Ale w tę podróż warto się wybrać, bo kończąc swoje życie zadasz sobie na pewno pytanie: czy moje życie miało sens?

Slowlaw: Niech te słowa będą inspiracją nie tylko dla młodych adeptów sztuki i prawa, ale dla wszystkich bojących się wybrać „ten za łukiem rzeki świat”, jak to śpiewała Edyta Górniak w „Pocahontas”;)

Rafale dziękujemy za superinspirujący wywiad!!

1 Comments

  1. Joanna says:

    Bardzo inspirujący przykład… Jestem ciekawa, jak pan Rafał odkrył to, co ma robić, czym się powinien zająć po korporacji. Jak wpadł na pomysł swojej firmy.

    Pozdrowienia – Joanna

Leave a comment

Your email address will not be published.

Wyrażając swoją opinię w powyższym formularzu wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Centrum Prawa Żywnościowego A.Szymecka-Wesołowska D.Szostek sp. j. Twoich danych osobowych w celach ekspozycji treści komentarza zgodnie z zasadami ochrony danych osobowych wyrażonymi w Polityce Prywatności

Administratorem danych osobowych jest Centrum Prawa Żywnościowego A.Szymecka-Wesołowska D.Szostek sp. j. z siedzibą w Warszawie.

Kontakt z Administratorem jest możliwy pod adresem biuro@food-law.pl.

Pozostałe informacje dotyczące ochrony Twoich danych osobowych w tym w szczególności prawo dostępu, aktualizacji tych danych, ograniczenia przetwarzania, przenoszenia danych oraz wniesienia sprzeciwu na dalsze ich przetwarzanie znajdują się w tutejszej Polityce Prywatności. W sprawach spornych przysługuje Tobie prawo wniesienia skargi do Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych.